BKB......

 

 
 

facebook

strona główna
o nas
galerie
artykuły

BKB poleca

forum
download
kontakt
księga gości

 

 

Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl 

 

Mapa burzowa Polski 

Mapa burzowa

 

Poniżej prezentujemy "naszą" mapkę.

Na mapie zaznaczono miejsca, które udało nam się zwiedzić wspólnie jako Bunkierbanda. Zapraszamy do lektury opisów naszych wypraw, oraz umieszczonych na kolejnych stronach fotorelacji z wcześniejszych wyjazdów. Musicie wiedzieć, że członkowie naszego forum starają się co najmniej dwa razy w roku wyjechać wspólnie by eksplorować kolejne interesujące miejsca. Nasze eskapady mają na celu nie tylko eksplorację obiektów militarnych ponieważ zawsze staramy się zwiedzać wszystkie osobliwe miejsca leżące na trasie danej wyprawy. Naszej uwadze nie umykają zabytkowe urządznia komunalne, bywamy również w obiektach opuszczonch. Jak do tej pory na każdy wyjazd udawało nam się załatwić wstęp do obiektu, który na co dzień nie jest ogólnodostępny! Nawet planując zwiedzanie obiektu, który można odwiedzić samemu zawsze staramy się wynegocjować indywidualną trasę, pozwalającą zobaczyć znacznie więcej niż podczas standardowego zwiedzania.
Zapraszamy do czytania forum, a być może spodobają się Wam nasze propozycje i następnym razem wybierzecie się z nami.
Szczególne zaproszenie kierujemy do przedstawicielek płci pięknej!
Bunkry, beton i opuszczone obiekty to przecież nie tylko męska pasja. W każdym wyjeździe BKB bierze udział kilka pań, więc nie będziecie czuły się nieswojo.
Zapraszamy!

Wycieczka do DAG Nobel

18.08.2016r.                     
Dodał: Marcinas

Plany...plany są super kiedy wszystko idzie zgodnie z nimi... ale to już wie każdy fan Drużyny A. Kiedy jest inaczej nie jest dobrze...chyba że...
Sezon mieliśmy rozpocząć w Czechach, dograne było wszystko ale kilka splotów niefortunnych wydarzeń sprawiło, że plany trzeba było zmienić i to bardzo szybko. Na wyjazd wybraliśmy miejsce, które było jako drugie na naszej liście planów wyjazdowych czyli DAG Nobel plus okolice. Wyprawa choć zaplanowana bardzo szybko okazała się owocna. Wszystkie obiekty były bardzo ciekawe, rozległe i gratisowe w zwiedzaniu. Nieliczna ale śliczna ekipa upchnęła się w piątkę do jednego pojazdu i ruszyliśmy sprawdzić czy Jakub Gierszał musiał się na planie Yumy mocno nawspinać by zobaczyć kopulującego czarta na plecach Tomasza Kota. Droga w tamte okolice jest prosta, wręcz nudna, ale warcaby i mobilna gra w Monopol umiliła nam drogę. Pierwszy poważny postój miał miejsce w Żaganiu gdzie był niegdyś wykopany tunel Harry znany z Wielkiej Ucieczki.



Czytanie tablic informacyjnych, wspólna fotka i dalej w drogę. W końcu dotarliśmy do pierwszych obiektów DAG. Silosy, bo to one pierwsze się nam ukazały robią wrażenie od pierwszej chwili gdy się je zobaczy.



Ogrom betonu potrafi wręcz przytłoczyć. Bez większych trudności wdrapać da się w sumie tylko na jeden, ale reszta jest bliźniacza więc nie było sensu się wspinać na wszystkie. Idąc dalej w las napotykamy co rusz na rożne budynki w mniejszym lub większym stopniu rozkładu, różne studzienki i wystające z ziemi rury. Trzeba patrzeć pod nogi bo można się naprawdę niemiło nadziać... Dalej jeszcze wieża obserwacyjna z której niestety wiele zaobserwować się nie da, przypadkowa szczelina przeciwlotnicza itp. betonowe różności. Dla nas ostatnim obiektem DAG była tamtejsza elektrociepłownia. Dużo tam schodów bez barierek - dla odważnych lub łagodne podejście dla tych, którzy wolą stabilną wspinaczkę.



Następnym przystankiem były dwa obiekty strategiczne o dość pokaźnych rozmiarach i mglistym przeznaczeniu. Jeden z nich zaadaptowano na MOSiR ze ścianką wspinaczkową, drugi stojący trochę dalej jest pozostawiony samemu sobie a wejście można przez wybity w ścianie otwór. Na tych obiektach zakończyliśmy zwiedzanie i udaliśmy się na kwaterkę do Pani Joli którą w tym miejscu chciałbym gorąco pozdrowić :) Kolacja, integracja i do łóżeczek.
Następnego dnia, rześcy jak poranna rosa, ze śniadankiem w brzuniach rozpoczęliśmy dalsze zwiedzanie. Na pierwszy rzut poszło dawne lotnisko i jego pobliskie schrony w miejscowości Szprotawa.


Większość z nich jest zaadaptowana na warsztaty, magazyny, dziuple samochodowe itp... Część jednak można podziwiać w pełnej krasie, a nawet zachwycić się ich dość dobrą ich akustyką.


Następny obiekt, który zobaczyliśmy był elegancko zachowany jednak chyba tylko dlatego, że znajduje się w prywatnych rękach. O tychże rękach usłyszeliśmy w samych superlatywach, ale to temat na pogawędkę przy ognisku. Następny punkt programu zaskoczył nas samych. Schrony w okolicach Wilkocic.


Dużo obiektów, dużo schodów, dużo tuneli czyli to co daje radość i ból w nogach. Z wyposażenia nie zachowało się tam praktycznie nic prócz jednego żyrandola i kilku napisów cyrylicą...



Nawet kafelki z podłogi i ścian się nie ostały... przykre. Co ciekawe oba duże obiekty są połączone siecią zarośniętych chodników. Dzięki nim znajdując jeden z obiektów bez kłopotu znajdziemy drugi spacerując dostojnie chodnikiem w lesie. Super. Radzieckie obiekty mocno weszły nam w uda więc zapadła decyzja o zjedzeniu kolacji i powrotu do Pani Joli na zieloną noc.
Nowy poranek przywitał nas chłodem i wiatrem, ale po śniadanku wszystko się w miarę unormowało i na spokojnie rozpoczęliśmy powolny powrót do domu. Zahaczyliśmy delikatnie o jeszcze dwa obiekty. Pierwszym było opuszczone miasto w Pstrążu.



Na pierwszy rzut oka przypomina Kłomino i bloki z Bornego Sulinowa. Bloki choć stoją to są bardzo mocno zniszczone, część klatek schodowych jest wysadzona, okna wybite - klimat jest tego miejsca jest i tak niepowtarzalny.


Drugi obiekt wymagał przemieszczenia się do Głogowa. Miasto zaskoczyło swoim wyglądem, ładnie utrzymane, duże zabytkowe budynki i małe urokliwe kamieniczki po generalnym remoncie. Naszym celem była wieża artyleryjska z XVII w. Właściwie to co niej zostało po wojnie i wandalach...



Po pamiątkowym zdjęciu, zjedzeniu obiadku można było wracać do domu. Wróciliśmy zadowoleni i z dumą możemy wbić kolejne pinezki na naszej mapie odwiedzonych miejsc.

Zimowy wypad do niekomercyjnych obiektów w Górach Sowich.

23.01.2016r.                     
Dodał: Marcinas

Ten wypad w Góry Sowie był nieco inny od pozostałych, nie planowaliśmy go z półrocznym wyprzedzeniem, nie zaznaczaliśmy na mapie wszystkiego co chcemy zobaczyć, a nawet nie określiliśmy gdzie zamkniemy oko gdy dzień się skończy, to po prostu spontaniczny wyjazd. Przygotowania ograniczyły się do wybrania pojazdu którym pojedziemy i nabyciu woderów (w naszym przypadku była to część stroju OP-1). Dzięki uprzejmości firmy Chabin naszym środkiem lokomocji został Volkswagen bus. W ten sposób o 4:30 nieliczna, ale śliczna obsada busa ruszyła na Dolny Śląsk. Pierwszym punktem programu miał być Kompleks Soboń. Część z nas tam już była, inna nie. Po dojechaniu na miejsce przywitała nas zima jak z obrazka i górki pod które nie mogliśmy podjechać co zapowiadało długi spacer pod górę (Soboń liczy 716m).


Po ponad godzinnym marszu, dotarliśmy na miejsce, pozostało tylko wspiąć się na kilkumetrowy pagórek i można cieszyć oczy sztolnią... Nie tak szybko...z pagórka każdy z nas zjechał minimum 3 metry w dół i to kilka razy. Ubawieni jak dzieci po lekcjach zaczęliśmy przywdziewać wodery, co również było zabawne bo miejsca na górze mało, nas za dużo, a przyczepności wcale.


Wystrojeni wpatrywaliśmy się w dziurę, która bardziej wyglądała jak borsucza nora niż wejście do czegokolwiek.


Jeden z naszych administratorów - Brendo postanowił dać nam przykład jak się "to" robi i zjechał wprost do dziury. Po chwili wiercenia się i wciskania Brendo zniknął z naszych oczu. Reszta poszła za jego przykładem i za chwilę byliśmy w środku.


Obiekt nie był zbyt rozległy, korytarze wysokie, nie trzeba było się schylać, wody też niewiele. W jednej tylko odnodze wody było więcej, dzięki woderom można było określić dokładnie ile. Im dalej tym głębiej, woda skończyła się na wysokości pośladków ale w przeciwieństwie do pośladków była potwornie zimna. Kiedy już obejrzeliśmy wszystko co się obejrzeć dało przyszła kolej na wyjście...Znów było wesoło, ciasno i bez przyczepności. Z górki zjechaliśmy na tyłkach i udaliśmy się do auta. Następny przystanek Kompleks Sokolec w górze Gontowa ( wys. 723m ).



Następna sztolnia mogła być zamknięta lub nie, ryzyk fizyk - jedziemy. Na miejscu znów spacer pod górę w pięknych okolicznościach przyrody i...krata. Jeden ruch ręki i już było wiadomo, że Sokolec też zobaczymy - krata było otwarta.


W środku sucho, po kilkudziesięciu metrach napotykamy na zawał, można się na niego bez problemy wspiąć i iść dalej.


Co do Gontowej to w moim odczuciu najmniej komfortowe miejsce, wykute w piaskowcu, a co za tym idzie najmniej stabilne. Popękane sufity i ściany kruszące się pod naciskiem palca nie budzą zaufania.


Kiedy wszyscy już się nazwiedzali przyszedł czas na znalezienie noclegu. Okazało się, że kiedy w tych rejonach spadnie śnieg to znalezienie noclegu nie jest proste. Narciarze wybudzeni z letargu pozajmowali nawet psie budy. Po kilkunastu telefonach w końcu się udało i udaliśmy się na spoczynek. Poranek przywitał nas piękną pogodą i widokami. Było tak pięknie, że aż się nie chciało schodzić pod ziemię ;)


Po śniadaniu, zapakowaliśmy busa i podjeliśmy decyzję, że dziś już chyba nikomu nie chce się zakładaćwoderów, a i wczorajsza integracja też daje znać o sobie. Postanowiliśmy wesprzeć budżet Podziemnego Miasta Osówka i udaliśmy się tam na zwiedzanie. Bilety, przewodnik, oświetlone tunele. Trasę wybraliśmy oczywiście ekstremalną bo inaczej wstyd byłoby się pokazać w domu. Przewodnik obsługujący przeprawę wodną tak nas "przewiózł", że grupowo odmówiliśmy koronkę o powrót w całości do domu. Na koniec wspólny obiad i nasz busik obrał kierunek Łódź.
Jeśli ktoś ma wolny weekend, nie boi się trochę ubrudzić to polecam taki wypad z całego serca. Jeśli macie pytania lub wątpliwości nie ma nic prostszego jak zalogować się na nasze forum i tam odszukać wszelkie odpowiedzi. Poradzimy, pomożemy :)

 

 
 

 

 

 

 

 


 

 

 

 
   

 
     

 

 

 

 

 

 

 

     

 

 Webdesign by Brendi 
Copyright © 2006
        Kopiowanie materiałów  bez zgody ich autorów zabronione