BKB......

 

 
 

facebook

strona główna
o nas
galerie
artykuły

BKB poleca

forum
download
kontakt
księga gości

 

 

Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl 

 

Mapa burzowa Polski 

Mapa burzowa

 

Jesienny wyjazd BKB w Sowie Góry.

8.01.2016r.                     
Dodał: Nastula

Jako cel swojego wyjazdu BKB wybrało ponownie rejon Gór Sowich. Pierwszy dzień zaplanowany był jako wyprawa śladami filmu: "Tajemnica Twierdzy Szyfrów" Bogusława Wołoszańskiego. Wyprawa rozpoczęła się wcześnie rano w piątek, zmierzając do celu po drodze wstąpiliśmy do Bolkowa by odwiedzić zamek, z którego wieży roztacza się piękny widok na miasto leżące u stóp zamku.


Następnym punktem zwiedzania był Zamek Czocha, po którym oprowadzała nas bardzo miła pani przewodnik ;) Zwiedzanie obiektu jest tak obmyślone, aby przejść przez wszystkie komnaty. Przemieszczamy się pomiędzy nimi zarówno zwykłymi korytarzami jak i ukrytymi przejściami. Są tu też swego rodzaju tunele, do których wchodzi się przez części szaf bibliotecznych lub przejścia ukryte w ozdobnej boazerii ściennej


Należy wspomnieć, że dziedziniec zamku jest również bardzo efektowny i był wykorzystywany w wielu projektach polskiej kinematografii.


Kończąc zwiedzanie zamku weszliśmy na wieże z której można było podziwiać okolicę oraz przyległe jezioro owiane wieloma tajemnicami.


Po zakończeniu zwiedzania Czochy udaliśmy się nad dwie pobliskie tamy. Obie robią wielkie wrażenie będąc pamiątką kunsztu inżynierii hydrologicznej. Tutaj też można rozpoznać miejsca, które można było oglądać w ekranizacji książki Bogusława Wołoszańskiego. Pierwsza zapora wykonana z kamienia znajduje się na Jeziorze Leśmiańskim. Tuż obok niej przycupnęła elektrownia wodna.



Następna zapora znajduje się w Złotnikach, ciekawostką są dwa niewielkie tunele wykute w skale. By dotrzeć do zapory trzeba nimi przejść. Obok jednego z nich spoczywa rzeźba lwa spoglądającego w kierunku tamy.



Na zakończenie dnia pozostawiliśmy sobie zwiedzanie centrum miejscowości Leśna. Po zjedzonym tu posiłku i blisko 80 kilometrowej podróży do miejsca zakwaterowania w Rzeczce zakończyliśmy pełen wrażeń dzień. Okres jesienny nie jest dobrym sprzymierzeńcem zwiedzających ze względu na zapadający szybko zmierzch. Tego dnia musieliśmy odpuścić sobie zwiedzanie pobliskich sztolni oraz ruin zamków. Wieczór w ośrodku w Rzeczce pozwolił nam troszkę się odprężyć po intensywnym dniu oraz pomógł w poszerzeniu znajomości z kolegami, którzy byli z nami pierwszy raz.
Z samego rana w drugim dniu udaliśmy się do muzeum Molke oraz przyległego do niego kompleksu schronów technicznych i ruin elektrowni. Zwiedzaliśmy obiekty podziemne objęte ekspozycją muzealną oraz dużą ilość schronów i pomieszczeń magazynowych znajdujących się w zboczu pobliskiej góry. Większość z nich została już tak silnie wchłonięta przez przyrodę, że pomimo ich dużych rozmiarów trudno było je zauważyć w lesie. Tam też można zobaczyć tzw. muchołapkę.




Ruiny elektrowni oraz przyległych bocznic robiły duże wrażenie swoim rozmiarem i detalami architektury przemysłowej. Pomimo rozległych zniszczeń przez chwilę można było się zgubić w jej częściowo zalanych podziemnych poziomach. Odjeżdżając z elektrowni zatrzymaliśmy się pod wielkim żelazo ceglanym mostem kolejowym, który swoim rozmiarem i budową robił wrażenie. Jak się okazało cały czas jest użytkowany choć tyko kilka razy na dobę można na nim zobaczyć pociąg.


Przy wiadukcie znajduje się urocza mała stacyjka Ludwikowice Kłodzkie (478m n.p.m.), która pomimo swojego niewielkiego rozmiaru posiada przejście podziemne prowadzące na wszystkie perony. W tym miejscu należy zauważyć, że większość stacyjek znajdujących się w okolicy posada takie bezpieczne przejścia.



Następnym punktem naszej wycieczki było mauzoleum Totenburg odwiedzone już przez nas podczas poprzedniej wycieczki w Sowie Góry. Jednak poprzednia wizyta w tym miejscu pozostawiła u nas niedosyt związany z odpuszczeniem sobie penetracji poziomu podziemnego tego obiektu. Tym razem już nie popełniliśmy tego błędu po obejściu całej dostępnej naziemnej częśći Mauzoleum Nazistów udaliśmy się od jego podziemi, które rozpościerają się pod całym obiektem. Niestety z uwagi na duże zniszczenia nie można już określić jego przeznaczenia, ale zgodnie skłanialiśmy się do teorii o technicznym charakterze zwiedzanych pomieszczeń. Biorąc pod uwagę unikatowość obiektu to robi on duże wrażenie i daje pole do popisu wyobraźni szczgólnie tym, którzy są tu po raz pierwszy.
Czas wręcz przeciekał nam przez palce, mijająca pora obiadowa oraz odczuwalne zmęczenie i głód pomogły nam w podjęciu decyzji o poszukiwaniu miejsca na posiłek. Okazało się, że w okolicy głównego placu w Wałbrzychu znajduje się urocza restauracja umiejscowiona w piwnicach jednej z kamienic. Ciekawa atmosfera, wystrój oraz dobre i niedrogie jedzenie pomogło nam trochę zregenerować siły. Po posiłku obraliśmy za cel najdłuższy tunel kolejowy znajdujący się przed Wałbrzychem. Jadąc w jego kierunku nie można było udać się na głośny ostatnio 65 km toru kolejowego celem zobaczenia na własne oczy owianego tajemnicami nasypu kolejowego w którym ma być ukryty "Złoty Pociąg". Niestety bliższe poczucie atmosfery poszukiwaczy złota uniemożliwiły nam patrole SOK i Policji, które bardzo aktywnie zareagowały na naszą obecność i zainteresowanie tym tematem. Udało mam się jednak na własne oczy ocenić robiący ostatnio duże zamieszanie nasyp kolejowy.Swoją drogą sensacja związana z akcją "złoty pociąg" daje się zauważyć w Wałbrzychu, często można tu spotkać turystów zainteresowanych tym tematem. W każdym miejscu widać plakaty promujący miasto pod hasłem :Złoto W-AU-brzycha". Myślę, że nawet jeśli w nasypie nic nie ma, zarówno samo miasto jak i okolica już zyskały przez zainteresowanie turystów tajemnicami III Rzeszy.


Dotarliśmy do małej stacji Jedlina Górna od której w odległości około kilometra znajduje się wlot do dwóch tuneli kolejowych pod Małym Wołowcem (720 m n.p.m.) prowadzących do Wałbrzycha. Jeden z nich nadal jest używany, byliśmy nawet światkami jak wlatywał do niego nowy skład pasażerski. Drugi biegnący obok był naszym celem, wykuty w skale posiadający obudowę kamienno/betonowa tunel był tak długi, że na pierwszy rzut oka z trudem można było dostrzec światło jego wylotu. Obiekt naprawdę robił wrażenie - idąc w nim bez sztucznego światła po pewnym czasie tarci się kontrolę po czym się stąpa. Na całej jego długości znajdują się tylko trzy przejścia techniczne miedzy obydwoma tunelami oraz jeden wylot wentylacyjny, który sam w sobie jest ciekawostką. Po wejściu w niego odczuwalny jest taki "cug" w kierunku jego górnego wylotu, że nawet krople wody opadające na jego dno są spowolnione pędem powietrza. Sam szyb wentylacyjny także jest interesujący, w sieci można znaleźć relacje grup, które penetrowały zagadkowe sztolnie dobiegające do niego, prawdopodobnie pozostałe po kopalniach. Przeszliśmy tunel do samego końca. Po drugiej stronie również można podziwiać kunszt budowniczych. W obudowie samych tuneli, które w tym miejscu zostały zakończone wąwozami prawdopodobnie wykutymi przez budowniczych.


Sam tunel jest mocno okopcony sadzą jednak można zauważyć na jego powierzchni emaliowane białe tabliczki informacyjne z cyframi w gotyckiej czcionce.


Sama stacyjka, od której zaczęliśmy nasze zwiedzanie tunelu powinna również znaleźć swój opis w tym wątku. Opuszczony budynek mógłby stanowiś świetną scenografię dla horrorów. Budynek stacji znajduje się przy drodze, po której z obu stron są zalesiona zbocza gór, ma swój klimat. Cześć dachu już zaczyna się zapadać... Budynek od lat nie używany został na tyle solidnie zabezpieczony, że bez dokonania uszkodzeń nie możnaby do niego wejść. Pozostało nam tylko zwiedzanie jego otoczenia.


Perony posiadają żelazne zadaszenia, oczywiście także tu jest podziemne przejście prowadzące od peronu przy budynku stacji.


Po skompletowaniu ekipy, która rozeszła się po ciekawej okolicy ruszyliśmy do miejsca zakwaterowania. Wieczorem w barze pensjonatu odbywała się impreza grupy sympatyków motocykli, którzy razem z nami wymieniali swoje uwagi na temat Gór Sowich. Ten dzień dla niektórych okazał się bardzo długi...
Trzeciego dnia poranek okazał się dość zimny, po zwinięciu obozowiska odwiedziliśmy sztonie Walimskie. Ci z nas, którzy pojechali pierwszy raz z BKB jeszcze nie była w żadnej więc trzeba było nadrobić zaległości. O samych sztolniach nie będę się rozpisywał bo to trzeba samemu zobaczyć, mogę tylko wspomnieć, że będąc tam już po raz kolejny za każdym razem zauważam poszerzającą się ekspozycję tego muzeum.


Tutaj zrodził się pomysł zimowego zwiedzania sztolni niekomercyjnych. A dlaczego zimowy? Bo oprowadzający nas przewodnik powiedział, że niska temperatura powoduje obniżenie się poziomu wód zbierających się w sztolniach. Czy to prawda nie wiem, trzeba będzie to sprawdzić! Z Walimia pojechaliśmy już w kierunku Łodzi. Po drodze odbiliśmy w celu zwiedzania Muzeum Gross-Rosen, nikt z nas nie był więc dodatkowo nas to motywowało do zwiedzania.


Sama ekspozycja na rozległym obiekcie robi wrażenie, trzeba sobie wygospodarować dużo czasu aby obiekt dokładnie zwiedzić i przyjrzeć się wszystkim jego ekspozycjom. Oprócz samego dowodu kaźni i znęcania się Nazistów nad reprezentantami innych narodowości i wyznań, wrażeni robi przyległy kamieniołom. Sam obiekt był bezpośrednio związany z obozem ponieważ to więźniowie pracowali przy wydobyciu kamienia. Rozległość i obszar zajmowany przez wyrobisko jest imponujący. Trzeba wspomnieć, że jest możliwość zejścia na samo dno zalanego wodą wyrobiska.


Po zakończeniu zwiedzania udaliśmy się w kierunku domu, jeszcze kilka godzin jazdy i każdy będzie mógł dzielić się ze znajomymi swoimi wspomnieniami z wyjazdu. Plan wypadu miał być szerszy, niestety wcześnie zapadający zmierzch uniemożliwił nam odwiedzenie kilku zaplanowanychh miejsc. Oznacza to jedynie tyle, że będzie trzeba powtórzyć wyjazd w tamtym kierunku... Do następnego razu.

BKB to nie tylko bunkry i fortyfikacje!!!

8.06.2015r.                     
Dodał: Nastula

Tym razem dzięki jednej z naszych forumowych koleżanek udało nam się zwiedzić Port Lotniczy im. Władysława Reymonta czyli popularny Lublinek.


Ponieważ wycieczka odbyła się w przeddzień Dnia Dziecka impreza przerodziła się w swego rodzaju zjazd rodziny. Atrakcja została zorganizowana przez koleżankę Magdę, ukrywającą się pod nickiem Cicha Woda. Na pierwszy ogień naszego zwiedzania poszła hala odpraw i budynek terminala, po których oprowadzała nas Magda dzieląc się z nami informacjami statystycznymi łódzkiego lotniska. Mieliśmy również możliwość zwiedzenia wieży znajdującej się nad teminalem gdzie na co dzień urzęduje osoba kierująca wszystkimi działaniami na terenie dworca.


Jako nieliczni mogliśmy oglądać z niej dwa przyziemienia samolotów rejsowych, które akurat nadleciały.


Potem szybka odprawa i kontrola, bez której nie można wejść na płytę lotniska i przejazd autobusem do hangaru aeroklubu gdzie można było z bliska obejrzeć a nawet poczuć :) jak wyglądają te niewielkie maszyny działające jako powietrzne taksówki.


Następnym punktem zwiedzania była baza Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Mający dyżur dowódca opowiadał nam o oczekującej w gotowości maszynie Eurocopter EC135 Śmigłowiec w środku wyglądał jak mała szpitalna sala operacyjna.



Pilot był nad wyraz wyrozumiały dla naszego kolegi Mariusza, który zadawał mu wiele pytań dotyczących detali maszyny i samego kierowania. Tutaj udało nam się obejrzeć kołowanie i start maszyny linii Ryanair Boeinga 737 z innej perspektywy, a mianowicie z początku pasa startowego. Hałas robi wrażenie nawet na osobach na co dzień pracujących w ciężkich warunkach.


Dalej autobusem wzdłuż pasa startowego przemieściliśmy się do remizy Straży Pożarnej. Po drodze mijaliśmy budynki i hangary WZL nr1 gdzie serwisuje się śmigłowce Wojska Polskiego, które można było zobaczyć na terenie jednostki.


W Jednostce Ratowniczo Gaśniczej na terenie lotniska przywitały nas wozy bojowe oraz ekipa dyżurująca. Panowie Strażacy zaprezenowali nam remizę oraz wielokrotnie swoje wozy i ich wyposażenie.



Mundurowi robili wrażenie na dziewczynach natomiast faceci robili "ŁAŁ" słysząc o mocy 1400 KM. Można było obejrzeć pas startowy z balkonu wieży straży pożarnej oraz uczestniczyć w prezentacji szybkiego zjazdu po rurze. Niektórzy przymierzyli elementy wyposażenia kaski czy aparaty tlenowe. Po super prezentacji strażaków szybkim susem, autobusem wraz z gośćmi ze Straży Granicznej udaliśmy się go terminala gdzie czekał na nas ostatni punkt zwiedzania. Była nim prezentacja wielofunkcyjnego robota pirotechnicznego "ROV Vanguard Digital" oraz kombinezonu antywybuchowego model EOD-9.


Można było przymierzyć część a nawet cały kombinezon, z racji temperatury i wagi tylko jeden śmiałek tego dokonał reszta oglądała i przymierzała hełm.


Pirotechnik SG zaprezentował pracę robota na przykładzie plecaczka jednego z milusińskich oraz opowiadał nam o charakterystyce pracy i wyposażeniu. Odpowiedzi na wszystkie nasze pytania sprawiały mu widoczną przyjemność, widział że ktoś docenia jego trudną i niebezpieczną prace. Po prezentacji zostaliśmy odprowadzeni przez przewodników do terminala głównego gdzie się pożegnaliśmy.
W tym miejscu chciałbym podziękować Magdzie "Cichej Wodzie" za zorganizowanie nam super wycieczki oraz zapewnienie wielu atrakcji, które nie zawsze są w planach imprez organizowanych przez lotnisko.

 

 
 

 

 

 

 

 


 

 

 

 
   

 
     

 

 

 

 

 

 

 

     

 

 Webdesign by Brendi 
Copyright © 2006
        Kopiowanie materiałów  bez zgody ich autorów zabronione